piątek, 29 sierpnia 2014

~5. "My nie możemy być razem" ~

Jesienny wiatr muskał delikatnie skórę Eddiego ,kiedy szedł właśnie na spotkanie ze swoją dziewczyną.  Ulice były spokojne ,żadnego człowieka ,ani przejeżdżającego samochodu. Zupełnie jakby ktoś zatrzymał czas. Wchodząc na teren parku ,odetchnął głęboko. Tam również nikogo nie było, jednak wiedział ,że Jane tam na niego czeka. Idąc w głąb ,dostrzegł drobną ,brunetkę ,siedzącą kawałek dalej na ławce. Podszedł do niej. Uśmiechnęła się na jego widok i wstała by przywitać cmoknięciem w policzek.
- Cześć skarbie. - Powiedziała.
- Cześć... - Miller wcale nie był zadowolony z tego, że musiał tu przyjść. Z pewnością bardziej odpowiadało mu towarzystwo Patricii Williamson. Jednak musiał załatwić pewną sprawę...
- Coś nie tak? - Zmarszczyła czoło.- Wyglądasz na zdenerwowanego.
- Praca... Nic takiego. - Skłamał. - Musimy pogadać, kochanie.
- Dobrze. - Usiadła z powrotem na ławkę. - Słucham cię.
- My nie możemy być razem. - Powiedział Eddie.
- Co? Ale...czemu? - Zdziwiła się. Kochała go. Byli razem już dość długo. Miała nawet nadzieję ,że kiedyś będą kimś więcej niż tylko parą ,a teraz...on z nią zrywał?
- Okazało się, że mam 6-letniego syna. Na dodatek kocham jego matkę...
- A mnie nie. - Stwierdziła. - Nigdy nie kochałeś mam rację?
- Nie będę cię okłamywał, Jane. Wiem, że wiązałaś z nami poważne plany. Jane, proszę nie utrudniaj tego... bo wybiorę ją. Zawsze była tylko ona.
- Rozumiem. - Łza zawisła w jej oku. Nigdy nie spodziewała się takiego obrotu wydarzeń, Nigdy nie spodziewała się ,że chłopak...Eddie ,Eddie ,w którym się zakochała powie jej coś takiego. - Cieszę się ,że mogłabym być dla ciebie pocieszeniem chociaż przez chwilę. - Powiedziała podnosząc się. - Życzę ci szczęśliwej przyszłości z twoją...rodziną. - Z trudem przeszły jej przez gardło te słowa. Przecież to ona miała założyć z nim rodzinę ,a tu okazało się ,że on już ją miał. - Cześć.
- Dziękuje za wszystko. Wiedz, że jesteś wspaniałą dziewczyną. Na pewno kogoś znajdziesz. Ten facet będzie naprawdę wielkim szczęściarzem, Jane... A! To nie tak, kocham cię i zawsze będę, ale w innym sensie...
- Skończ. - Uciszyła go gestem ręki. Zaczęła niemal biec. Chciała tylko zniknąć z pola widzenia Eddiego. Wiedziała ,że ją obserwuje. Zaczęła płakać. Jeszcze nigdy nie czuła się tak niepotrzebna i niechciana. Pierwszy raz ktoś złamał jej serce...
Miller nie mógł na to nic poradzić. Nie żałował swojej decyzji. Jednak było mu źle z tym, że Jane źle się czuje.Poczuł jak telefon w jego kieszeni wibruję. Wyciągnął go i odczytał wiadomość ,która właśnie przyszła: Justin się znalazł. Już nie musisz się martwić. P.
Od razu oprzytomniał. Pojechał na komisariat policji. Zapewne tam się znajdował chłopiec i jego matka. Kiedy dojechał na miejsce, dziewczyna stała przed blondynkiem krzycząc, że prawie dostała zawału. Miller obserwował ich z odległości 5 metrów. Jednak po chwili przyszedł Alfie Lewis, który chciał żeby Justin poszedł z nim. Musiał z nim coś omówić. Eddie pomyślał, że to dobry moment... Podszedł do Williamson.
 - Dziękuje za SMSa.
Dziewczyna zerknęła na niego. Wyglądała już o wiele lepiej. Była trochę zdenerwowana ,ale już nie przestraszona do szpiku kości.
- Nie ma sprawy. - Uśmiechnęła się lekko do niego.
- Patricia, gdybyś czegoś potrzebowała... Jestem do twojej dyspozycji pod każdym względem. Jeśli Justin czegoś potrzebuje, wal śmiało. Mogę ci nawet płacić alimenty jeśli trzeba. - Już w połowie jego wywodu brunetka energicznie zaczęła kręcić głową.
- Nie ,nie ,daj spokój. Niczego od ciebie nie chcę.
- Tylko mówię... Żałuję, że nie dałaś mi szansy wychowania go. - Stwierdził. - On się wychowuję bez ojca... Wiem co to znaczy, Patricio. Nie pozwól żeby miał tak zmarnowane dzieciństwo.
- On nigdy nie miał ojca ,Eddie. To ,że wpadliśmy i ,że jesteś biologicznym ojcem nie oznacza ,że jesteś ojcem. - Odparła. Prawda była taka, że nigdy nie chciała rozmawiać na ten temat. Nawet z Eddiem. Eddiem, który był właśnie ojcem jej syna.

- Rozumiem, tylko proszę cię... Nie każ mu cierpieć jak ja musiałem. Mój ojciec stał się ojcem dopiero w liceum, przypominam. 
 - Tak i ja też rozumiem. Nie chce ,żeby cierpiał ,ale...po prostu zostawmy tą sprawę. Nie możesz po prostu żyć jak żyłeś wcześniej?
- Nie mogę. Właśnie złamałem serce dziewczynie którą kochałem. 

- Co? - Zmarszczyła czoło.
- Tak, właśnie. Ciebie kocham bardziej. Nie mogłem z nią być.

 - I czego ode mnie teraz oczekujesz? Sam niszczysz sobie życie ,ja o nic cię nie prosiłam...Wręcz błagałam ,żebyś dał spokój.
- Niczego nie oczekuję. Chciałbym tylko żebyś dała nam szansę. Decyzja należy do ciebie.-

 Więc oczekujesz ode mnie, że po 3 latach naszej znajomości i 6 latach rozłąki ja wrócę do ciebie w poskokach.
- Powiedziałem, że niczego nie oczekuję. Liczyłem choć na to, że cokolwiek do mnie jeszcze czujesz.
- Może czuję, może nie. - Mruknęła brunetka bardziej do siebie. Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie... A może raczej nie chciała?
- To mi powiedz. - Poprosił. 

- To i tak niczego nie zmieni.
- Wszystko zmieni, Patricia. 

- Nie ,bo nie wrócę do ciebie ,nie rozumiesz?! - jej gwałtowne wybuchnięcie spowodowało ,że kilku funkcjonariuszy obecnych na korytarzu spojrzało w ich stronę. Dziewczyna jednak to zignorowała. - Zrozum.
- Nie! Nie zrozumiem! - Ani chwili się nie wahając i nie zważając na ludzi, Miller przyciągnął dziewczynę do siebie i namiętnie pocałował. Patricia poczuła motyle w brzuchu. W końcu znów mogła znów poczuć jego usta na swoich. Na powrót czuła się jak nastolatka. Wróciły do niej wszystkie wspomnienia ,a jej aż zrobiło się gorąco. To był upragniony pocałunek ,pełen tęsknoty i miłości ,ale...nie odwzajemniła go. Nie mogła. Przed oczami miała Justina. Chciała ,żeby Eddie znów był częścią jej życia ,ale bała się co na to powie jej syn.
Po nie długim czasie odsunęli się od siebie. Dziewczyna nic Nie mówiąc patrzyła na chłopaka nic nie widzącym spojrzeniem. Mogłoby się nawet palić, ona widziała tylko jego.
- I co? Nic? Nie odezwiesz się?
- Wracaj do domu Eddie... - Tylko tyle mogła z siebie wydusić. Nie widziała nic sensownego co mogłaby w tej chwili powiedzieć.
Blondyn prychnął.
- Oczywiście, jak panienka sobie życzy... A wszystko to, bo ciebie kocham i nie wiem jak bez ciebie mógłbym żyć. Choć pokażę ci czym moja miłość jest. Dla ciebie zabije się.
- Eddie...- Dziewczyna była już zmęczona tym wszystkim. - Żyłeś beze mnie 6 lat..
- O 6 za długo! Zawsze z tobą chciałbym być.
- Jasne ,jasne. Wracaj do domu. Jest już późno.
- Patricia! Nigdzie nie idę dopóki mi nie powiesz co do mnie czujesz.
- Nie całuj mnie więcej proszę.
- Powiedz co do mnie czujesz.
- Nienawiść. - Palnęła.
- Czemu ci nie wierzę?
- Bo jesteś naiwny.
- Patricia, dobrze wiesz, że nie nienawidzisz mnie.
- Możesz już iść?!
- Dopiero, kiedy powiesz, że mnie kochasz.
- Dobra, kocham cię. Do widzenia.
- To było sztuczne jak barbie. Pokaż mi tą miłość.
- No chyba śnisz. - Prychnęła. Strasznie irytowało ją zachowanie chłopaka. Ona zresztą nie była lepsza ,również nie chciała się przyznać.
- Pat, nie zachowujmy się jak dzieci. Jesteśmy dorośli!
- To ty zachowujesz się jak dziecko! Uparte ,natrętne dziecko!
- To ja tu mam najwięcej pojęcia o dzieciach!
Podeszła bliżej niego.
- Ale zero pojęcia o tym jak być ojcem ,dla 6 latka ,albo chłopakiem dla jego matki. - Minęła go i usiadła kilka metrów dalej.
Miller postanowił nie nękać dziewczyny. Sam był zmęczony całym zdarzeniem z dzisiejszego dnia. Opuścił komisariat i pojechał do domu.
                                                                      ***

Patricia właśnie otworzyła drzwi do swojego mieszkania i puściła swojego syna przodem. Przez cały czas chłopiec milczał. Usiadł na kanapę w salonie i spojrzał na matkę ,która po chwili weszła do pomieszczenia.
- Powiedz mi... - Zaczęła siadając na przeciwko niego. - Dlaczego uciekłeś?
- Przez ciebie. - Odparł cicho blondynek. Czuł duży żal do Patricii, że nic nie wie o ojcu. Ona jednak wcale nie była już aż tak bardzo przerażona. Była zła. Zła na syna, za to, co zrobił. Kochała go nad życie i nie mogłaby sobie wybaczyć gdyby coś mu się stało. Przecież to nie była wina Niny, tylko jej samej. Nie chciała powiedzieć Justinowi prawdy, dlatego chłopiec się na niej odegrał. To straszne dla matki, kiedy jej dziecko ucieka z domu, a co dopiero umiera! Gdyby ktoś porwał Justina i coś mu zrobił... Patricia nie chciała nawet o tym myśleć.
Brunetka tylko westchnęła.
- Nie rób tego więcej ,martwiłam się o ciebie.
- Dobrze mamo. - Obiecał Justin.
Pogłaskała go po włosach.
- Chcesz coś zjeść? - Zapytała z troską. Dopiero się znalazł, więc Patricii wydawało się, że jest głodny. To było nawet raczej pewne.
- Zrobisz mi tosty? - Odpowiedział blondynek pytaniem na pytanie.
- Pewnie ,że zrobię.
- Chcę dwa, z serem.
Patricia skinęła głową i podniosła się by pójść do kuchni. Kiedy już się tam znalazła, zabrała się za robienie tostów. Po kilku minutach postawiła talerz przed swoim synem.
- Smacznego.
- Dziękuje... Przepraszam mamusiu.
- Mhm...Zjedz i idź do łóżka. Jutro jedziecie na wycieczkę.
- Już jutro?! - Ucieszył się chłopczyk. - Ale zajebiście!

Patricia nie mogła uwieżyć własnym uszom. Czyżby właśnie jej ukochany, idealny syn powiedział brzydkie słowo?!
- Justin!
- Mama!
- Nie wolno ci przeklinać! - Krzyknęła czerwieniejąc ze złości.
- Dlaczego? Wszyscy tak mówią.
- Jesteś za mały!
- Mam już 6 lat. Kiedy ty zaczęłaś?
- Nie wiem ,nie pamiętam ,ale proszę nie przeklinaj.
- Dobra. - Westchnął zrezygnowany blondynek. - Kiedy mogę zacząć?
- Kiedy będziesz dorosły.
- Jak będę mieć 18 lat? - Spytał piskliwym głosikiem pełnym żalu i zdziwienia.
- Tak i koniec tematu.
- To jest chamstwo! - Mruknął i ugryzł ostatni kęs drugiego tosta.
- Jasne ,a teraz spać.
- A kąpiel?
- Wykąpiesz się jutro. - Westchnęła przewracając w dłoni telefon.
- Fuj! Będę śmierdzieć! A tam będzie Katy, mamo!
- Katy? - Dziewczyna zmarszczyła czoło. - Kto to?
- Jedyna dziewczyna jaką lubię.
- Nie powinieneś myśleć o dziewczynach w tym wieku. Jesteś za mały.
- Mamo, to tylko przyjaciółka. Ona i Daniel.
- To dobrze. 

- Daj mi w końcu spokój, chcę spać. Dobranoc.
- Dobranoc. - Brunetka odprowadziła chłopca wzrokiem.
Kiedy wiedziała już, że Justin śpi, poszła do swojej sypialni. Jej syn nie miał pozwolenia na grzebanie w stojącej w kącie komodzie. Nawet jakoś nigdy nic nie pokusiło go, aby tam zajrzeć. Patricia trzymała tam oczywiście swoje rzeczy. Nie miałaby pewnie nic przeciwko temu, żeby Justin tam zaglądał, gdyby nie jeden fakt. Trzymała tam albumy ze zdjęciami z liceum. Wyjęła
jeden z nich i usiadła na łóżku. Na połowie fotografii była ona z Eddiem. To właśnie te zdjęcia miała teraz zamiar obejrzeć. Przeglądając strony myślała o blondynie. Jego słowa ciągle krążyły jej w głowie "Kochałem cię. Nadal kocham" ,no i jeszcze ten pocałunek. Na samą myśl o tym dotknęła swoich ust. Chłopak starał się ,chciał ,żeby znów byli parą. Ona również tego chciała. Nie potrafiła dłużej go odtrącać.  Trzymanie uczuć w środku nie wychodzi człowiekowi na dobre. To niszczy... Postanowiła czegoś spróbować. Sięgnęła po swój telefon i wykręciła numer Amerykanina.
Już po kilku sygnałach Eddie odebrał telefon.
- Pat?
- Hej.
- Coś się stało? - Zapytał. Był bardzo mile zaskoczony telefonem Williamson. Jednak był prawie pewny, że coś musiało się wydarzyć. Po co miałaby dzwonić?
- Nie. Justin śpi. Wszystko jest w porządku. - Odpowiedziała lekko drżącym głosem. Już dawno tak nie stresowała się rozmową.
- A więc, dzwonisz do mnie z własnej woli... Czy wiesz maleńka jak mi ciebie brak?
- Nie wiem. - Kąciki jej ust uniosły się lekko ku górze.
- Chciałbym być teraz z tobą.
- Nie wierzę ,że to mówię ,ale... - Zamknęła oczy. - Też chciałabym ,żebyś był teraz ze mną.
- Czy Patricia Williamson tęskni?! Chyba się przesłyszałem... - Miller nie wierzył w to co słyszał. Jednak coś mówiło mu, że to jednak prawda.
- A co? Zabronisz mi?
- Nie, to urocze... Gdzie jesteś?
- W domu. Czemu pytasz?
- Miałem nadzieję, że... Już nic. Łażę po mieście i brakuje mi ciebie.
- Jest prawię noc. Dlaczego nie pójdziesz do domu?
- Mieszkała ze mną Jane. Powiedziała, że mam gdzieś iść, bo nie może na mnie patrzeć, a chce się spakować. Będę tak chodził bez celu do rana. - Wyjaśnił blondyn tonem przepełnionym rezygnacją.
- Jeśli chcesz...możesz przyjść do mnie.
- Nie chcę cię nachodzić, Patty.
- Nie nachodzisz.
- Gdzie mieszkasz?
- Wiesz gdzie jest ten kościół katolicki?
- No wiem... Na plebanii? - Zażartował Miller.
- Bardzo śmieszne. - Wywróciła oczami. - Mieszkam w kamienicy na przeciwko. Pierwsze drzwi ,na paterze ,obok schodów.
- Akurat tak się składa, że tędy przechodzę. - Zaśmiał się chłopak.
- Super. To jak wejdziesz do środka czy nie? - Spytała dziewczyna z nadzieją.
- Chcesz mnie?
- Chcę twojego towarzystwa.
- Właśnie o taką odpowiedź mi chodziło, tylko źle sformułowane. - Odparł z szerokim uśmiechem. Już po chwili Patricia usłyszała pukanie do drzwi. Wstała z kanapy i poszła otworzyć. 

- Hello, baby. - Miller puścił do niej oczko.
- Cześć. - Odpowiedziała wpuszczając go do środka. 

 Miller ją przytulił. Poczuła się jakby latała. Miała motyle w brzuchu, ale teraz były o wiele silniejsze od tych w liceum. Jakby w brzuchu dziewczyny trzepotał skrzydłami mały koliber, a nie kilka kolorowych i lekkich jak wiatr motyli.
- Tęskniłam...

- Wiem, ja też.  - Eddie posłał dziewczynie szczery, szeroki uśmiech.
Weszli razem do salonu i usiedli na kanapie.
- Napijesz się coca coli?
- Pewnie. - Uśmiechnął się.
Dziewczyna poszła do kuchni. Po chwili wróciła z dwoma szklankami z napojem. Postawiła jedną obok Eddie'ego i usiadła.
- Skoro nie chce cię widzieć ,stwierdzam ,że musiałeś strasznie brutalnie z nią zerwać. - Powiedziała.
- Nie, nie. Było spokojnie. Po prostu ma złamane serce. Miała nadzieję, że będziemy razem na zawsze... Nawet chciała mi coś dziś powiedzieć, ale nie zdążyła.
- A co jeśli to było coś ważnego?
- Niby co? - Prychnął.
- Nie wiem.
- Pewnie znowu jakaś bzdura... Olać to. Przeszłość.
- Skoro olewasz przeszłość ,mnie też powinieneś.
- Nie, nie powinienem. A wiesz dlaczego?
- Nie i nie chcę wiedzieć.
- I tak to powiem... Moja miłość do ciebie nie jest przyszłością.
- Skoro tak mówisz.
- Dlaczego zadzwoniłaś? - Spytał zaciekawiony Miller odkładając na pół pełną szklankę. Niestety źle ją postawił i wszystko wylądowało na bluzce Patricii...
- Eddie. - Dziewczyna westchnęła. Poniekąd się cieszyła. Nie musiała odpowiadać na jego pytanie.- Idę się przebrać. - Mruknęła podnosząc się. Wyszła do sypialni.
                                                                         ***

Patricia nie wracała od kilkunastu minut. Eddie postanowił sprawdzić, co się dzieje z nią tak długo. Poszedł za nią do jej sypialni. Brunetka stała przy jednej z szafek ,jednak to nie było rzeczą ,na którą chłopak zwrócił uwagę. Zauważył zdjęcia rozrzucone na łóżku.
- Co to jest? - Spytał spoglądając na brunetkę. W tej chwili miał gdzieś, że dziewczyna którą kocha stoi przed nim w samym staniku, bez bluzki. Kiedy tylko go usłyszała odskoczyła jak oparzona.
- Co ty tu robisz?!
- Sprawdzam czy żyjesz. - Odpowiedział podchodząc do łóżka.
- Idź stąd! Ubieram się!
- Mhm. - Wziął do ręki jedną z fotografii i przyjrzał jej się. Uśmiech pojawił się na jego twarzy ,kiedy zobaczył ,że na każdym zdjęciu jest on i Patricia. - Ciekawe...
- Eddie! Nie rechocz, tylko wyjdź.
- Ciągle wyglądasz pociągająco w staniku. - Zerknął na nią rozbawiony.
- Zboczeniec! - Mruknęła i rzuciła w niego poduszką.
Parsknął śmiechem.
- Już wychodzę. - Powoli wycofał się i zamknął za sobą drzwi.
Po kilku minutach Patricia wyszła z sypialni. Miller czekał na nią w salonie.
- Oglądałaś nasze zdjęcia. - Uśmiechnął się szeroko.

- I co z tego? - Zapytała siadając obok niego.
- Wzięło cię na wspomnienia?
- Trochę. - Przyznała.
- Były dobre czy złe?
- Dobre ,bardzo dobre.
- Mogłaś zostać w domu Anubisa, Pat. Nie zostawiłbym cię.
- Byliśmy małolatami. Kochałeś się bawić ,chodzić na imprezy ,szaleć...Rzuciłbyś to wszystko tylko dlatego ,że przez chwilę nieuwagi ,zostałbyś ojcem?
- To była nasza wspólna sprawa. Szkoda, że nie powiedziałaś... No cóż, czasu nie cofniemy niestety.
- Musimy o tym rozmawiać?
- Nie Patty ,nie musimy.
- Dzięki. - Brunetka odetchnęła z ulgą w duchu.
- Przyjdziesz do mnie? - Zapytał z miną zbitego szczeniaka i wyciągnął do niej ręce.
- Nie wezmę cię na ręce ,jesteś za ciężki. - Odpowiedziała.
- Chciałem żebyś przyszła do mnie na kolana. - Parsknął śmiechem.
- Dlaczego miałabym?
- A dlaczego nie? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Bo Justin śpi w pokoju obok ,a często się budzi by przyjść się napić.
- Ehh... Dobra ściema nigdy nie jest zła. - Westchnął.
- Nie ściemniam.
- Twierdzę tylko, że każda wymówka jest dobra.
Dziewczyna westchnęła zerkając na niego. Ciągnęło ją by się do niego przytulić ,ale nie wiedziała czy powinna.
- Dobra, nie ważne... Obejrzymy jakiś film?
- Nie mam żadnych filmów. Zostaje tylko zwykła telewizja.
- Masz laptopa?
- Jest u Justina.
- Dobra, to nie... Może idź już spać. Wyglądasz na zmęczoną. - Stwierdził.
- Jestem zmęczona. Dzisiejszy dzień mnie wykończył. - Przyznała.
- Śpij, Patricia.
- Nie chcę, chcę jeszcze z tobą posiedzieć.
- To śpij tutaj... - Nie ,to ty chodź do sypialni.
- Dlaczego? Ja nie idę spać.
- Przestań ,jesteś tak samo wykończony jak ja ,na dodatek jutro masz lekcje.
- Dopiero od 10. Wyśpisz się obok mnie?
- Wyśpię. - Zapewniła.
- To zostajemy tu, czy idziemy do sypialni?
- Do sypialni.
- Dobra! - Przekonało go to. Usatysfakcjonowany blondyn wstał z kanapy i mimo protestów wziął dziewczynę na ręce.
- Jesteś głupi. - Mruknęła niezadowolona. Chłopak postawił ją obok łóżka ,a ona posprzątała porozrzucane na nim zdjęcia.
- Niby dlaczego? Tęskniłem...
- Wiem. Kładź się.
Blondyn położył się wygodnie na łóżku Patricii. Brunetka podeszła do szafy i wyciągnęła z jej piżamę, na którą składały się pomarańczowe spodenki i czarny T-shirt.
Wiedziała ,że chłopak cały czas jej się przygląda. Postanowiła trochę go pomęczyć i przebrać się przy nim.
Odwróciła się do niego tyłem i ściągnęła bluzkę, po czym rzuciła nią w kąt. Sięgnęła do zapinki stanika i zmarszczyła czoło. O dziwko ciężko było jej dosięgnąć.
- Eddie. - Jęknęła zerkając na niego.
- Tak? - Wyrwała go z zamyślenia
- Pomożesz?
- Jasne. - Miller zamrugał nerwowo dwa razy, po czym wstał z łóżka i podszedł do Patrici. Odwróciła się do niego tyłem.
- Odepnij. - Poprosiła wskazując palcem na stanik.
Ani chwili się nie wahając pomógł jej przy odpinaniu stanika.
- Dziękuje. - Starała się nie zwracać uwagi na fakt ,że zadrżała kiedy jego palec musnął lekko jej plecy.
Eddie wrócił z powrotem na łóżko i położył się. Williamson ściągnęła stanik i również rzuciła go tam gdzie wcześniej swoją bluzkę. Wciągnęła na siebie T-shirt i pozbyła się spodni ,po czym założyła spodenki. Gotowa ,położyła się obok blondyna.
- Jesteś piękna...
Zdziwiona spojrzała na niego.
- Dobrze się czujesz?
- Już ty się nie martw o moje zdrowie psychiczne. Naprawdę jesteś piękna, wzrok to ja mam dobry.
- Mhm. Dobranoc Eddie.
Blondyn przesunął się bliżej i przykrył dziewczynę kołdrą.
- Dobranoc.
Brunetka spojrzała na niego. Zamknął oczy i leżał na lewym boku ,odwrócony w jej stronę. Przysunęła się do niego i delikatnie przytuliła do jego torsu.

Miller otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. Mocno ją objął i pocałował w czoło. 
- Dobranoc.
- Zadzwoniłam do ciebie ,bo chciałam ci powiedzieć ,że ja też cię kocham. - Zdecydowała się odpowiedzieć na pytanie które zadał szmat czasu ,dopiero teraz.
- Wiedziałem, że to było zbyt sztuczne, żeby mogło być prawdziwe. - Zaśmiał się i delikatnie ją pocałował.
Uśmiechnęła się do niego.
- Teraz mogę iść spać. - Zamknęła oczy wtulając głowę w jego szyję. - Dobranoc.







 Hejcia! Długo czekaliście ale się doczekaliście. Rozdział był przesuwany z problemów prywatnych. Są wakacje i po prostu nie zawsze mamy czas xD Są... Ostatni weekend -.- Wyszło trochę za dużo dialogów, no ale nic. Ocenę pozostawiamy wam.

Patricia Williamson - Miller

czwartek, 10 lipca 2014

~4. "Patricia! Justin zniknął!" ~

Patricia Williamson podążała właśnie korytarzem Allerton Priory High. To właśnie w tej szkole się kiedyś uczyła. Miała tu przyjaciół i chłopaka. Nie chciała wyjeżdżać, ale była zmuszona. A teraz właśnie musiała się spotkać z ojcem swojego syna.
Stanęła przed drzwiami klasy i wzięła głęboki oddech. Spotkała go już wcześniej ,ale to było co innego. Nie miała przy sobie nikogo ,była sama. Bała się jak potoczy się ta rozmowa. Serce dudniło jej w piersi ,kiedy zapukała.
Jednak drzwi nie otworzyły się ani nikt nie odpowiedział. Westchnęła i uchyliła drzwi. Weszła do środka. Nie pomyliła godziny. Była punktualnie. Raptownie stanęła ,kiedy zauważyła blondyna opartego o swoje biurko ,całującego się z jakąś dziewczyną. Cofnęła się i chciała wyjść ,jednak uderzyła ręką w drzwi ,które trzasnęły głośno.
Para szybko oderwała się od siebie. Owa dziewczyna uśmiechnęła się speszona i opuściła klasę. Miller gapił się na Williamson tempo.
 Ezra and Aria <3 - ezra-and-aria Fan Art
- Przepraszam ,że przeszkodziłam. - Wyjąkała brunetka i już miała zamiar wyjść. Czuła się paskudnie. Te wszystkie nadzieję ,że chłopak żywi do niej jeszcze jakieś uczucie właśnie legły w gruzach.
- Zostań. To ja przepraszam. Pomyliłem godziny. - Wyjaśnił blondyn. Był bardziej speszony niż jego dziewczyna. W końcu stała przed nim jego ex, a nie byle kto.
"Nie chcę już z tobą rozmawiać...", pomyślała ,ale stanęła. Jednak nie odwróciła się w stronę chłopaka.
- Choć tu. Musimy w końcu porozmawiać o Justinie. Nie na darmo tu przyszłaś.
- Powiedz mi tylko czy dobrze się uczy i wychodzę. - Powiedziała cicho starając się ukryć fakt ,że łzy naleciały do jej oczu. To co przed chwilą miało miejsce bardzo ją zabolało. Nie chciała dać tego po sobie poznać.
- Dobrze się uczy, jest lubiany w klasie i dobrze się zachowuje. - Odparł. - Bardzo inteligentny dzieciak. Dobrze go wychowujesz.
Mimo jego słów ,nie poczuła się lepiej. Odchrząknęła ,by zlikwidować gulę w gardle.
- Dziękuje. Tyle informacji mi wystarczy. - Stwierdziła brunetka i odwróciła się na pięcie z zamiarem wyjścia z klasy.
- Nie idź jeszcze. Musimy obgadać kilka ważnych spraw, Patty.
- Coś jest nie tak z moim synem?
- Nie. Musisz uregulować wpłatę na komitet rodzicielski... A! Byłbym zapomniał. Za tydzień mamy wycieczkę.
Wzdychając upewniła się ,że na jej twarzy nie ma śladu łez. Odwróciła się i podeszła do biurka gdzie wciąż stał chłopak.                                                     

- Dobra ,ile mam zapłacić?
- 10£ na składkę klasową... to na cały rok. Za wycieczkę 25,69£, a komitet rodzicielski 20£.
- Dokąd ta wycieczka? - Wyciągnęła portfel i zaczęła odliczać właściwą sumę pieniędzy.
- Do ZOO i do wesołego miasteczka.
Westchnęła kładąc pieniądze na jego biurko.
- Czy to wszystko?
- Chyba tak...
- Świetnie. - Telefon dziewczyny rozdzwonił się w jej torebce. Wyciągnęła go i odebrała. - Słucham.
- Patricia! Justin zniknął!
- Nina? - Patricia zmarszczyła czoło. - Co znaczy zniknął?
- Nigdzie go nie ma! On chyba...uciekł.
- Jak to uciekł?! - W dziewczynie narosła panika. Justin był dla niej najważniejszy. Nie miała pojęcia co się właśnie stało. Przecież to nie mogła być wina Niny. Ona była bardzo odpowiedzialna, w końcu dostała pracę w Anubisie jako opiekunka... Patricii momentalnie cały świat się zawalił. Co jeśli coś mu się stało? Nigdy by sobie tego nie wybaczyła. - Szukałaś go?
File:Aria417.gif - Wszędzie. Właśnie idę do klasy Eddie'go.
- Cześć. - Brunetka zwróciła się do chłopaka i wybiegła z klasy. Na korytarzu spotkała Ninę.
Miller wyszedł za Patricią.
 - Coś się stało? - Spytał blondyn. Zachowanie Patricii wydawało mu się podejrzane. Wcale nie była mu przecież obojętna...
Williamson go zignorowała. Nic innego się nie liczyło, tylko i wyłącznie Justin.
- Gdzie widziałaś go ostatni raz? - Zapytała Ninę.
- Jak jadł kanapkę w jadalni.
- I tak po prostu zniknął?!
- Odwróciłam się dosłownie na dwie sekundy.
- Boże... - W oczach Patrici pojawiły się łzy. Szybko je wytarła i minęła i Ninę i Eddiego kierując się szybko do wyjścia.
Eddie od razu za nią pobiegł. Stała przed szkołą i płakała. Odwrócił ją do siebie i spojrzał głęboko w oczy.Od razu spuściła wzrok i odsunęła o krok.
- Muszę go znaleźć. - Powiedziała cicho.
- Będzie dobrze. Pomogę ci, Pat.
- Poradzę sobie. Zajmij się swoją dziewczyną. - Mruknęła.
- Patricia, to jest dziecko.
Zdenerwowała się. Za kogo siebie miał ,żeby pouczać ją o czymś o czym nie miał pojęcia? W końcu to ona była matką Justina.
- Jest mądrzejszy niż ci się wydaje.
- W takim razie gdzie mógł iść?
- Nie wiem nie siedzę w jego głowie! - Wybuchnęła. - Daj mi spokój i zajmij się swoim życiem. Cześć. - Odwróciła się na pięcie i zaczęła iść.
- Jako wychowawca twojego syna muszę się wtrącać w tak ważną rzecz.
- Oczywiście ,bo jeżeli byś nim nie był to by cię to w ogóle nie obchodziło! - Krzyknęła stając i posyłając mu pogardliwe spojrzenie.
- Oczywiście, że by mnie obchodziło. Byłaś moją przyjaciółką.
- Nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę twoją przyjaciółką! Wbij sobie to do głowy!
- Patricio, byliśmy razem, gdybyś zapomniała.
- Masz rację zapomniałam i nie mam zamiaru sobie przypominać.
- Czy ja ci zniszczyłem życie?! - Wydarł się chłopak.
Dziewczyna pokręciła głową i odeszła. Nie chciała dłużej z  nim rozmawiać. Teraz liczyło się dla niej tylko i wyłącznie znalezienie Justina. Po kilkunastu minutach znalazła się na komisariacie. Najlepiej sama szukałaby syna ,ale stwierdziła ,że wmieszanie policji może być pomocne.
- W czym mogę pani pomóc? - Zapytał wysoki ciemno skóry mężczyzna.
- Mój 6 letni syn uciekł z domu. - Odpowiedziała jak najspokojniej tylko umiała.
- Patricia?! To ty?
Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Znamy się?
- To ja, Alfie. Alfie Lewis, kosmita - zombie. - Zaśmiał się chłopak. Patricia uważnie się mu przyjrzała. Faktycznie ,teraz widziała w nim starego przyjaciela ,jednak obawa o syna była silniejsza i nie potrafiła cieszyć się ze spotkania kogoś bliskiego.
- Cześć Alfie. - Powiedziała tylko. - Miło cię znów widzieć. Pomożesz mi?
- Oczywiście. Co się dokładniej stało? Obraził się? Kłótnia? Problemy rodzinne?
- Nie wiem! Byłam na zebraniu. Nina go pilnowała. Jadł kanapkę w pokoju ,odwróciła się na chwile ,a go już nie było.
- Masz może jakieś zdjęcie twojego syna?
- Jasne. - Trzęsącą się ręką sięgnęła do torebki i wyciągnęła portfel ,w którym znajdowało się zdjęcie jej syna. Zawsze nosiła je tam. Podała fotografię Lewisowi.
- Patricio, wszystko będzie dobrze. Nie panikuj, znajdziemy go. - Obiecał Alfred.
- Mam taką nadzieję. - Wsadziła dłonie pod pachy by przestały się trząść.
- Chcesz się napić? Może powinnaś usiąść...
- Nie Alfie ,dziękuje. Idę szukać dziecka...A i proszę ,nie informuj Eddiego o niczym co robisz w sprawie mojego syna.
- Nie mogę nic zdradzać nawet rodzinie, obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.
- I dobrze.
- Zrobimy ogłoszenia i wyślę patrole. Poszukają go. Nie martw się.
- Dziękuje ci bardzo. - Jego zapewnienia trochę ją uspokoiły. - Do zobaczenia.
Dziewczyna wyszła z budynku przed nim czekał nie kto inny, lecz Eddie.
- To chyba jakieś żarty. - Mruknęła ,jednak w głębi cieszyła się ,że chłopak tu jest. Nie przyznałaby się ,ale potrzebowała kogoś teraz. Choćby nawet jego.
- Szukają go? - Spytał blondyn z nadzieją.
- Dopiero zaczną. - Odpowiedziała mocniej obejmując się rękoma.
Miller westchnął ciężko. Był zrezygnowany. Nie wiedział co ma zrobić ani jak pomóc Patricii. Podszedł do niej trochę się jednak wahając. Mocno ją przytulił.
- Bądźmy dobrej myśli, Yacker.
Brunetka mimo ,że nie chciała automatycznie wtuliła się w niego. Brakowało jej jego dotyku i tego poczucia bezpieczeństwa jakie zawsze czuła ,kiedy był blisko. Teraz po raz pierwszy od 6 lat znów mogła tego doświadczyć.
Eddie pogłaskał jej włosy.
- Już dobrze. Jestem przy tobie.
Powoli przestała się trząść. Ciepło bijące od jego ciała skutecznie ją uspokoiło.
Pretty Little Liars 3.20 "Hot Water" - ezra-and-aria Fan Art- Dziękuje. - Wyszeptała z twarzą schowaną w jego koszuli.
- Pomogę ci, Patricia. Znajdziemy twojego syna. - Obiecał.
- Mhm.
- Mhm? Dlaczego nic nie powiesz? Nie mieliśmy kontaktu przez 6 lat!
- I co z tego? - Odsunęła się od niego.
- Możemy pogadać?
- Jeśli musisz.
- Tak, muszę. Ale nie jestem pewien czy to dobry moment...
- Nie ,to nie jest dobry moment. Mój syn zniknął ,a ty chcesz ucinać sobie ze mną pogawędkę!
- Twój wyjazd nie był ważny?!
Zmarszczyła czoło.
- O co ci chodzi?
- Musimy sobie coś wyjaśnić. Wiesz, ja głupi nie jestem i liczyć potrafię.
Serce Patrici skoczyło jej do gardła. Wiedziała o co mu chodzi i nie ,nie miała zamiaru przyznawać się do prawdy nawet jeśli on już ją znał.
- Zapomniałam ,muszę spotkać się z moją mamą. - Wypaliła. - Pogadamy później ,cześć. - Rzadko kłamała ,ale teraz nie widziała innego wyjścia. Wyminęła chłopaka i zaczęła iść w nawet sobie nie znanym kierunku.
Miller nic nie odpowiedział. Tylko cicho jak MYSZ zaczął iść za nią. Ze zdziwieniem stwierdził ,że dziewczyna pokierowała się do lasu ,do którego często chodzili razem jako nastolatki. Musiał iść bardzo ostrożnie ,by nie nadepnąć na żadną gałąź. Zdradziłoby go to. Brunetka przez chwilę pochodziła wśród drzew,po czym usiadła pod jednym z nich.
Eddie podszedł trochę bliżej. Postanowił się ujawnić. Stanął przed dziewczyną.
 - Mnie nie oszukasz, Patty. Nikt nie zna cię tak dobrze jak ja.
- Co ty tu robisz?! - Podniosła głos. Była zdziwiona obecnością chłopaka. Nie spodziewała się ,że będzie ją śledził.
- Usiłuje z tobą pogadać.
- Ale ja nie chcę rozmawiać z tobą! Nie rozumiesz?
- Pat... Ja wiem. Mam rację, prawda?
- Daj mi spokój!
- Spokojnie, nie musimy o tym rozmawiać. Jednak wolałbym mieć to już za sobą, bo ta rozmowa wcześniej, czy później nas czeka.
- Ta rozmowa jest nie potrzebna. Jakakolwiek jest prawda to nic nie zmieni.
- Zmieni bardzo wiele, Patricia. Chciałbym żeby Justin miał ojca.
- Masz swoje życie. Zajmij się nim.
- Patricia! Nie mogę! Nie rozumiesz?! - Wydarł się blondyn. - Nie mogę być obojętny! Całe 6 lat... Myślałem o tobie 6 lat! Zniknęłaś bez wyjaśnienia. Pomyślałaś jak ja się czułem?! Kochałem cię! Nadal kocham! To nie zależne ode mnie. Nie mogę przestać... Kiedy zobaczyłem jego nazwisko... On ma 6 lat. A ty nie zdradzałaś mnie.
Słowa chłopaka bardzo dotknęły Williamson. Poczucie winy jakie czuła przez cały ten czas teraz przybrało na sile. Wiedziała ,że go zraniła i miała świadomość ,że nadal może to robić ,ale to nie powstrzymało jej od mówienia prawdy.
- Skąd wiesz? - Zapytała starając się brzmieć poważnie. - A co jeśli właśnie tak było?
- Bo znam cię dobrze. Nie jesteś do tego zdolna.
- Jasne. - Prychnęła. - Idź już.
- Nie możesz powiedzieć tego wprost, prawda? Zawsze będziesz grać?
- Zostaw mnie już.
- Patricia! Nie możesz tak! Chcę tylko odpowiedzi... Czy Justin jest moim synem?
- Odejdź! - Jęknęła. - Odejdź! Daj mi żyć normalnie. Żałuje ,że tu wróciłam! W Manchesterze miałam spokój ,a tu tylko problemy!
- Patricio, nie zmieniaj tematu.
- Odejdź. - Powtórzyła.
- Chyba zwariowałaś jeśli myślisz, że pozwolę ci stąd wyjechać! Czy to do ciebie nie dociera?! Patricia, kocham cię i nigdy nie pozwolę ci odejść!
- Raz pozwoliłeś. Drugi to nie będzie problem.
- Wtedy nie miałem pojęcia, że ty... że my... Dlaczego w ogóle mi nie powiedziałaś?!
- Bo nie. Skończ. - Wstała. - Masz...pracę ,dziewczynę...masz swoje życie ,nie rozumiesz? Justin i moja praca ,to moje życie. Nie potrafisz zrozumieć? Ty masz swoje ,ja mam swoje i tyle. Nie wtrącaj się w moje ,a ja nie będę wtrącać się w twoje.
- Moja dziewczyna nic dla mnie nie znaczy. Miała mi tylko pomóc uleczyć złamane serce!
- Jasne ,najlepiej tak. Manipulować ludźmi. Znaleźć sobie zabawkę ,bo inna wyjechała. Jesteś zwykłym dupkiem Eddie.
- I kto to mówi?! Przyznaj, bałaś się, że cię zostawię. Otóż nie. Nie zrobiłbym tego.
- Było minęło. Mamy nowe czasy. Nie wracaj do przeszłości.
- Chciałem ci tylko powiedzieć... Nigdy się nie poddam. Będę o ciebie walczył. O ciebie i o Justina. - Oznajmił Miller. Nie zamierzał umywać od tego rąk.
- Dobrze wiedzieć.
- Będę już leciał. Daj mi znać jak policja się odezwie.
- Idź ,idź. Twoja dziewczyna pewnie się martwi. - Mruknęła.
- Muszę się z nią spotkać w parku, ale nie ważne. Daj znać jakby coś. - Poprosił Miller i odszedł.

C.D.N.

Hejo! ;D Powracamy z nowym rozdziałem xD  Next będzie za trzy tygodnie, chyba że Alexis coś wstawi wcześniej xD

sobota, 14 czerwca 2014

~3. "Chcesz zamieszkać w domu starców?!" ~

W pierwszej chwili nie miała pojęcia co ma zrobić. Mężczyzna również się nie odzywał. Patrzyli na siebie w milczeniu. Brunetka nie miała wątpliwości ,że blondyn ją rozpoznał ,jednak postanowiła kompletnie to olać.
- Justin ,prosiłam ,żebyś nie rozmawiał z obcymi. - Podeszła do syna i wzięła go za rękę ,po czym zwróciła się do Eddiego. - Przepraszam pana bardzo. 
- Ależ nic się przecież nie stało. - Zaśmiał się blondyn. - I jaki pan?! Mam 25 lat.
Wzruszyła ramionami.
- Ale się nie znamy. - Palnęła czując jak robi jej się duszno. Nie chciała rozmawiać z nim więcej niż to było konieczne. - Do widzenia. - I zaczęła ciągnąć swojego syna do wyjścia ze sklepu. 
- Czekaj mamo! Porozmawiajcie. - Poprosił blondynek tkliwym głosikiem.
- Justin śpieszę się. Ktokolwiek to jest ,nie będę z nim rozmawiać. - Odpowiedziała.
 - To Eddie, mój wychowawca. - Odparł z dumą. Nie rozumiał o co chodzi Patricii. Choć słabo znał Millera, to uważał mężczyznę za wzór do naśladowania. Nie widział nic złego w rozmowach z nim. Jednak był tylko dzieckiem, więc musiał słychać matki.
- Miło poznać. - Williamson odwróciła się w stronę blondyna i posłała mu kwaśny uśmiech. Tylko na tyle było ją stać. Przecież nie będzie wdawała się z nim w jakieś nie wiadomo jak długie rozmowy. Zwłaszcza ,że pewnie nie obyłoby się bez pytań dlaczego uciekła ,gdzie była ,dlaczego nie zadzwoniła. O nie. Tego brunetka za wszelką cenę chciała uniknąć ,tak samo jak i patrzenia na swojego byłego chłopaka. 
- Hej, Pat... Justin, myślę że powinieneś posłuchać mamy. Jeśli mówi ''idziemy'', to idziesz. Rozumiesz? - Patricię zatkało. Jak on w ogóle śmiał pouczać jej syna?! Sama doskonale sobie radziła przez sześć lat, kiedy jego nie było.
- Rozumiem ,że pan jest jego wychowawcą ,i dziękuje bardzo za pomoc ,ale poza szkoła ,niech pan pozwoli ,że to ja będę wychowywać mojego syna. - Warknęła. Nie podobało jej się zachowanie chłopaka. Najchętniej pewnie zaczęłaby się z nim kłócić ,ale niestety byli w miejscu publicznym.
- Dobrze. I nie mów do mnie pan. - Syknął przez zęby tak, że Justin nie usłyszał.
- A jak mam mówić? Szczur ,żabojad ,a może karaluch?
- Eddie, Gaduło.
Serce dziewczyny zabiło szybciej. Nienawidziła kiedy Miller nazywał ją w ten sposób ,jednak tęskniła za tym. Usłyszeć to z jego ust ,po 6 latach było jak przeniesienie się w przeszłość. Brunetka jednak potrząsnęła głową odganiając przypływające wspomnienia. 
- Nie mów tak do mnie. - Było wszystkim co powiedziała. Potem wzięła Justina za rękę i opuściła sklep nie oglądając się za siebie. 

- Dlaczego już idziemy? - Spytał rozżalony chłopczyk.
- Bo idziemy. - Odpowiedziała krótko. Nie miała zamiaru wchodzić w większą dyskusję z synem. Zwłaszcza ,kiedy tematem miało być jej naganne zachowanie w stronę Eddiego. 

- Mogłabyś znaleźć sobie w końcu faceta. - Stwierdził blondynek. Bardzo brakowało mu ojca, którego nigdy nie miał.
- Nie potrzebuję go. - Mruknęła.
- No jasne... Mojego tatę też zostawiłaś?
Dziewczyna aż przystanęła. Czy Justin musiał ją o to pytać? Nie chciała wracać do sytuacji sprzed 6 lat. Ilekroć próbowała zapomnieć ,wyrzucić z głowy wszystkie wspomnienia ,zawsze musiało stać się coś co jej to uniemożliwiało.
- Musimy o tym rozmawiać?
- Wiedziałem! Zawsze tak jest! Nigdy nic o nim nie mówisz! Nie obchodzi cię jak ja się czuję! Wszyscy mają tatę, tylko nie ja!
- Justin proszę... - Nie chciała tego słuchać. Wiedziała ,że rani go ,ukrywając prawdę ,ale uważała ,że trzymanie jej w sekrecie wyjdzie na dobre wszystkim.
- Dobra! Nie chcesz, to nie mów... Kiedyś ci się odwdzięczę.
- Mhm.
- Chcesz zamieszkać w domu starców?!
- O czym ty mówisz? - Zmarszczyła czoło.
- Mówię, że się odwdzięczę.
- Co to ma wspólnego z domem starców?
- Oddam cię tam w nagrodę!
- Dobrze. - Postanowiła nie brać tych słów na poważnie.
- A tata Malika oddał tam gęś!
- Fajnie.
- Idźmy już do domu. - Poprosił blondynek.
Brunetka skinęła głową. Właśnie wchodzili na ulicę ,na której znajdowała się kamienica ,w której mieszkali.
- Co chcesz na obiad, synku?
- Nic. - Kiedy otworzyła drzwi ,od razu pobiegł zamknąć się w swoim pokoju. Do końca dnia ,już z niego nie wyszedł.

      
http://2.bp.blogspot.com/-XXhYwipGpxo/UwdeL6MPGlI/AAAAAAAAEeA/kO0LPib4KXQ/s1600/linia.png
                                        
Rano Patricię Williamson obudził dźwięk telefonu. Właśnie przyszedł do niej SMS. Niechętnie otworzyła oczy i przeciągnęła się.Sięgnęła do komórkę i odczytała wiadomość ,która była od prywatnego numeru. Jutro było zebranie z rodzicami. Obecność obowiązkowa. Dziewczyna aż westchnęła. Nie chciała rozmawiać z nauczycielem Justina ,który na dodatek był jego ojcem ,o tym jak sobie radzi w szkole. Ale nie miała wyjścia. Niestety.
Dziewczyna niechętnie wstała z łóżka i poszła do pokoju Justina.
- Wstawaj, kochanie. Trzeba iść do szkoły
- Super! - Chłopiec niemal wyskoczył spod kołdry.
- Cieszysz się? Ja nienawidziłam szkoły...
- Ale Eddie powiedział ,że dzisiaj zabiera nas na wycieczkę po okolicy!
- Bardzo fajnie... Tylko nie mów, że do lunaparku!
- Nie wiem. Powiedział ,że to edukacyjna wycieczka!- Justin w szybkim tempie zaczął się ubierać.
- Idziecie do lasu? - Spytała brunetka.
- Nie wiem! Tajemnica.
- Oczywiście, co za nieodpowiedzialny knur. - Mruknęła cicho.
- Lubisz go! - stwierdził blondynek.
- Nie znam go. - Skłamała.
- Wiem ale! Podoba ci się! Widzę!
- Miałeś zły sen? - Zapytała Williamson z troską, głaszcząc syna po głowie.
- Mamo! - Pisnął odsuwając się. Z grymasem poprawił fryzurę. - Tylko nie włosy.
- No pięknie! Wychowałam syna na następcę Jerome'a Clarke'a... - Mruknęła do siebie.
- Kto to? - Zainteresował się chłopiec.
- Mój przyjaciel z liceum. Zawsze miał świra na punkcie swojej fryzury.
- Mój tata?! - W chłopcu zaświeciła nadzieja.
- Nie, twój tata nie był na tyle dojrzały żeby się tobą zajmować razem ze mną.
- Nie kochał mnie? - Blondynek od razu posmutniał.
- Oczywiście, że cię kochał, skarbie. Po prostu nie mógł się tobą zająć.
- I nie chciał mnie znać?! - Był rozżalony. Od zawsze wyobrażał sobie swojego ojca jako fajnego ,zabawnego człowieka ,który da mu miłość.
- Chciał, ale on... Nie żyje. - Skłamała.
Chłopiec się uciszył. Nie spodziewał się takiej prawdy. Przez całą drogę do szkoły nie odzywał się.
Kiedy dotarli do budynku Patricia pocałowała go w czoło.
- Przyjść po ciebie, czy wracasz z Danielem?
Wzruszył ramionami wciąż przybity. Uniósł oczy ,a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Cześć Eddie.
Williamson odskoczyła jak oparzona. Co on tu robił?! Mógł tu być?! No jasne, że może, przecież jest nauczycielem. Co za głupie pytania chodziły po głowie dziewczyny.
- Cześć Justin. - Odpowiedział blondyn uprzejmym tonem. Od jakieś chwili stał za brunetką. Odwróciła się i spojrzała na niego. - Dzień dobry Panno Williamson.
- Cześć, zmoro.
- Jaka tam zmora. - Roześmiał się patrząc na zegarek. Do lekcji było jeszcze masę czasu. - Masz ochotę na kawę?
- Nie bardzo, bo nie znoszę karaluchów.
- Mamo ,przestań być wredna! - Pisnął Justin. Zupełnie nie wiedział ,dlaczego jego mama tak się zachowuje. Normalnie taka nie była.
- Przepraszam synku, ale naprawdę nie mogę.
Eddie parsknął śmiechem ,ale nie skomentował tego.
- Z czego rechoczesz żabo?! - Oburzyła się Williamson.
- Masz fajną mamę. Dawno nie spotkałem kogoś tak zabawnego. - Powiedział i wszedł do schodach budynku ,po czym odwrócił się. - Do widzenia. - I zniknął w środku.
- Cześć Eddie...
- Mamo! - Chłopiec spojrzał na nią z wyrzutem. - Czemu taka jesteś?!
- Ale jaka? Nie wychowana i straszna? No, przykro mi Justin. To wina babci.
- Jesteś okropna. - Mruknął i odwracając się pobiegł do swoich kolegów kawałek dalej.
Patricia głośno westchnęła. Nagle usłyszała za sobą głos.
- Panna Williamson?! Co ty tu robisz, Patricio?
Zamknęła oczy i odwróciła się w stronę mężczyzny. Gorzej być nie mogło...

- Dzień dobry ,panie Sweet.
- Dobry, dobry. Co cię tutaj sprowadza? Wspomnienia?
- Też. - Przyznała. - Właśnie przyprowadziłam syna do szkoły.
- Masz syna? - Zdziwił się Eric. - Tego się nie spodziewałem. Patricia Williamson matką...
A pana syn ,ojcem...Chciała powiedzieć ,ale się powstrzymała.
- No właśnie.
- Bardzo się cieszę, że ułożyłaś sobie życie. Pozdrów ode mnie szczęśliwego tatusia. - Zaśmiał się Sweet. - Muszę już iść na lekcję.
- Do widzenia. - Odprowadziła go wzrokiem. Jego słowa dały jej do myślenia. Co byłoby gdyby nie uciekła? Czy Eddie podjąłby się roli ojca? Może byliby szczęśliwi ,a teraz może nawet już po ślubie. Justin również miałby ojca i mógłby w pełni cieszyć się życiem...Odganiając od siebie te myśli ,westchnęła ,obróciła się na pięcie i zaczęła kierować w stronę domu.

 C. D. N.

 Pierwszy rozdział od jej emerytury pisany z moim Olsonem ^.^ Cieszycie się, że wróciła? Ja bardzo! Rozdział dedykujemy naszej kochanej Luu, która mnie cały czas pospiesza z pisaniem xD

sobota, 31 maja 2014

Because I'm Happy...

Więc tak, gdyż ponieważ Ola wraca do blogowania, nie długo dodamy 3 rozdział. Na pewno jeszcze w tym tygodniu. Może uda się go dodać wcześniej, niż w piątek. Strasznie się cieszę, że znów piszemy tego bloga razem. ;D 

Kochamy was ;*

Patricia Williamson - Miller

czwartek, 3 kwietnia 2014

Ważne

Jak pewnie wiecie Alexis odeszła. Smutno mi :( Na razie jest małe zamieszanie bo rozdział jest napisany od dawna, ale w częściach. Muszę to wszystko znależć xD i wstawię jak najszybciej będę mogła :)

Patricia Williamson - Miller

niedziela, 2 marca 2014

~2. "Chciałbym ,żeby taki właśnie był mój tata." ~

Grupka krzyczących dzieci wybiegła ze szkoły ,kiedy zadzwonił dzwonek. Patricia przyglądała się dokładnie każdemu z nich ,szukając w tłumie swojego synka. Odetchnęła z ulgą ,kiedy zobaczyła ,że już schodzi po schodach budynku. Nie chciała tu być. Świadomość,że pracuje tu ojciec Justina ,skutecznie odstraszała ją od tego miejsca.
Chłopczyk uśmiechnął się i podbiegł do niej ,gdy rozchyliła ręce ,by się przytulić.
Dziewczyna wzięła synka za rączkę i razem wyszli z terenu szkoły.
- Pójdziemy na chwilę do mojej przyjaciółki, dobrze? - Zapytała kobieta zerkając na blondynka. 
- To ty masz tu przyjaciół? - Wyglądał na nieco zdziwionego.
- Chodziłam kiedyś do tej szkoły... Nina jest opiekunką w Domu Anubis. Poznasz ją. - Wyjaśniła Patricia. Miała nadzieję, że chłopiec polubi Rutterów. Bardzo jej na tym zależało, ale nie wiedziała dlaczego...
- Pan Miller też chodził do tej szkoły ,wiesz? - Spojrzał na nią. - To nasz wychowawca.  Pozwala nam mówić do siebie po imieniu...Ma na imię Eddie!...Jest super! I wiesz ,nawet jest trochę do mnie podobny
,ale to pewnie tylko zbieg okoliczności.
Patricia nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Szła zszokowana i milczała przez dłuższą chwilę. Z pewnością ucieszyła by się że Justinowi podoba się w nowej szkole, ale nie teraz. Nie mogła wydać z siebie ani grama entuzjazmu. Nie potrafiła się nawet odezwać. Wychowawca Justina, jest jego ojcem... "Lepiej już być nie może! - Pomyślała sarkastycznie dziewczyna. Bała się... Bała się, że dojdzie do wydarzeń, które źle się skończą. Z jednej strony bardzo chciała żeby Justin miał ojca. Z drugiej nie mogła dopuścić żeby Eddie znów zrobił zamieszanie w jej życiu. Nie chciała, żeby się dowiedział, że chłopiec jest jego synem...
- Jest zabawny ,wyrozumiały i do wszystkiego podchodzi otwarcie. - Ciągnął Justin. - Nie krzyczy na nas i robi wszystko by wszyscy rozumieli o czym jest lekcja...Chciałbym ,żeby taki właśnie był mój tata.
Dziewczynę zatkało. Jeszcze bardziej niż przed kilkoma minutami. Gwałtownie pobladła na twarzy. Jej synowi spodobał się wychowawca, który jest jego ojcem! Żeby było śmiesznie chciałby mieć takiego tatę! Patricia postanowiła potraktować to trochę jak żart, grać.
- A no i pytał jak masz na imię. - Na tym chłopiec zakończył swój monolog.
- A co pana Millera to obchodzi? Mamusia nie chce żebyś z nim o mnie rozmawiał, dobrze? - Poprosiła dziewczyna. Starała się przybrać swój naturalny ton głosu. Tylko nie bardzo jej to wychodziło, był po prostu milutki. Jak na Patricię to było rzadkie, i to bardzo...


Tylko kilkanaście minut zajęło Patrici i Justinowi by dotrzeć do domu Anubisa. Kobieta uśmiechnęła się. Dom nie zmienił się ani trochę. Wciąż miał ten tajemniczy wygląd. Blondyn popatrzył na budynek i spojrzał na swoją mamę.
- Tutaj mieszkałaś? - Zapytał.
- Tak. - Odparła Williamson z uśmiechem. Bardzo chciała to wszystko zobaczyć. Tęskniła za czasami, kiedy była w liceum. Nawet za Sibuną.
- Ale mamo... - Justin zaparł się nogami ,kiedy brunetka chciała iść dalej i szarpnął ją za rękę. - Ja nie chcę tu iść. Ten dom wygląda jak nawiedzony.
Patricia się zaśmiała. Wiele ludzi miało właśnie taką opinię o Anubisie. Co prawda nikt tam nie umarł, ale Sibunę nawiedziła Senkhara... i duch Sary. 
- Tutaj nie ma duchów, synku... Chodź.
- Nie mogłabyś iść tam sama? Ja poczekam tutaj. 
- Nie, nie mogłabym. To dla mnie ważne. Muszę ci kogoś przedstawić. - Wyjaśniła brunetka. Dopiero po chwili chłopczyk skinął głową i wolnym krokiem poszedł za swoją mamą. Stanęli przed drzwiami i kobieta zapukała do drzwi ,najpierw delikatnie ,a potem nieco mocniej. Zmarszczyła czoło ,gdyż nikt jej nie odpowiedział. Pociągnęła za klamkę ,a brązowe drzwi ,skrzypiąc ze starości ,otworzyły się szeroko.
- Mamo ,tu jest strasznie. - Szepnął Justin chowając się za jej plecami. Zignorowała go jednak. Popchnęła drzwi i przekroczyła próg ,ciągnąć go za rękę. Uśmiechnęła się widząc ,że hol jest dokładnie taki sam ,jak zapamiętała. Wolnym krokiem skierowała się do kuchni. Chłopczyk kurczowo ściskał jej dłoń ,chcąc jak najszybciej się stąd ulotnić.
- Nina? - Zapytała brunetka ,widząc niezbyt wysoką ,złotowłosą kobietę w fioletowej sukience przepasanej czarnym paskiem. Zmywała właśnie naczynia. Włosy miała upięte w niedbałego koka na czubku głowy.
- Hm? - Odwróciła się na pięcie i otworzyła szeroko oczy. Skanowała Patricie wzrokiem ,jakby ona również zobaczyła ducha. Kiedy już była  pewna ,że to co widzi jest prawdziwe szeroko się uśmiechnęła i
podbiegła by mocno przytulić Williamson. - Matko Patricia! To na prawdę ty?
- Tak ,ja. - Odparła brunetka ,a Nina aż pisnęła ze szczęścia i mocniej ścisnęła przyjaciółkę.
- Hahaha udusisz mnie! - Zaśmiała się Patricia, odwzajemniając uścisk. Trochę jej tego brakowało. Mimo że w czasach liceum nie była z Niną aż tak blisko.
Nina również się roześmiała.
- W sumie to należy ci się za to ,że tak nas zostawiłaś.
- Nie przypominaj mi. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu... No ale, nie miałam wyboru. - Odpowiedziała Williamson. Bardzo się cieszyła, że mogła zastać Ninę w Anubisie. Przecież jest opiekunką, wychodzi na zakupy i robi różne rzeczy po za budynkiem. Nie mieszka tutaj.
Oderwały się od siebie,a blondynka spojrzała za przyjaciółkę.
- Kto to? - Zapytała patrząc na chłopca ,który stał w drzwiach.
- To Justin. - Patricia zerknęła na niego i uśmiechnęła się ciepło. - Mój synek.
- Masz syna? - Nina dostała wytrzeszcz oczu. - Jak masz na imię? Ile masz lat? - Zwróciła się do chłopca.
- Jestem Justin. - Przełknął ślinę podenerwowany. - Mam 6 lat.
- Justin, to moja przyjaciółka Nina. - Wyjaśniła Williamson.
- Dzień dobry. - Blondynek wyciągnął do niej rączkę.
Dziewczyna uścisnęła rączkę Justina. - Jesteś taki podobny do swojej mamy...
- Chodziło mi o to, że z charakteru wydajesz się być podobny.
- Jestem mądrzejszy.
- Nie słuchaj, majaczy. - Zaśmiała się brunetka.
- Wcale nie majaczę! - Zaprzeczył chłopczyk.
Nina uśmiechnęła się szeroko. 
- Napijecie się czegoś?
- Ja chcę sok pomarańczowy! - Krzyknął Justin wskakując na blat.
- Złaź z blatu! - Wrzasnęła Patricia. - Nie wolno tu siadać!
Zmarszczył czoło i zeskoczył na ziemie.
- Nie przejmuj się Pat. To dziecko. - Powiedziała blondynka łagodnie.
- Ale nie jest u siebie. 
Nina zaśmiała się krótko. Podeszła do lodówki i wyciągnęła sok pomarańczowy, który nalała Justinowi. Podała chłopcu szklankę i zwróciła się do Patrici. - Chcesz kawę czy herbatę?
- Mama nie pije kawy! - Wtrącił blondynek. - Po kawie zachowuje się jak pijana!
- To herbatę, czy może jakiś sok?
- Niech będzie sok. - Mruknęła brunetka mordując swojego syna wzrokiem.
Nina nalała do szklanki soku, sobie również. Razem z Patricią usiadły w salonie.
- Patrz Justin jaki fajny krokodyl. - Powiedziała Williamsom.

- Nie lubię krokodyli. - Chłopczyk zmierzył figurkę wzrokiem i usiadł obok swojej mamy.
- Możesz się w coś pobawić? Mamusia chce porozmawiać z ciocią Niną...
- Pójdę na dwór. - Oznajmił i wybiegł zanim kobieta zdążyła zaoponować.

 - Co słychać u ciebie? Rozmawiałam z Fabianem, ale nic mi nie powiedział... - Powiedziała Patricia. Dawno nie widziała przyjaciółki. Chyba miała prawo ją zapytać.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Czy ja wiem...Oprócz ślubu z Fabianem to chyba nic ciekawego.
 - Czemu nie chcesz mieć dziecka? Ja bym za tego potworka własne życie oddała.
- Tu nie chodzi o to ,że nie chcę mieć dziecka. - Nina zaczerwieniała się nieco. - My z Fabianem po prostu nie mamy dla siebie czasu ,a dla dziecka nie mielibyśmy go tym bardziej.
 - Oj, dasz radę. Ja też miałam na początku problemy, moją matkę... - Odparła brunetka. Pamiętała to jakby to było wczoraj.

Patricia weszła do mieszkania swojej matki z walizką. Musiała wyjechać że swojej szkoły. Miała tam przyjaciół, chłopaka... Dlaczego, więc wyjechała? Otóż była w ciąży. Nie chciała żeby jej chłopak musiał rezygnować z wszystkich zalet bycia nastolatkiem i wkraczał w dorosłość.
- Mamo! - Zawołała rozglądając się po domu .W progu stanęła kobieta i przetarła oczy ze zdziwienia. Nie spodziewała się tutaj swojej córki.
- Patricia? Co tu robisz?
W oczach dziewczyny stanęły łzy ,na samą myśl o tym co musiała poświęcić przez jedną wpadkę aż robiło jej się nie dobrze.
- Jestem w ciąży mamo . Wyszeptała. 
- Jesteś w ciąży?! Z kim się puściłaś?! - Wydarła się kobieta. - Masz 18 lat dziewczyno! Nie pracujesz! Naprawdę chcesz sobie zniszczyć życie?!
- Zapomniałam się zabezpieczyć. 
- Zapomniałaś?! Zapomniała... - Kobieta westchnęła głośno. Była wściekła. - Teraz będziesz niańczyć bachora bo ty zapomniałaś!
Patricia postanowiła ją zignorować. 
- Mogę tutaj zamieszkać? 
- A gdzie jest ojciec?!
- Ojciec nie ma zielonego pojęcia ,że jestem w ciąży i tak ma zostać. 
Kobieta nieco się opanowała i zepchnęła. - Jak ty sobie to wyobrażasz? Zrobił ci dziecko! Nie nie o tym!... Nie mogę uwierzyć, że zostałaś sama z brzuchem...
- Mamo... - Dziewczyna westchnęła. - Ja go zostawiłam ,nie on mnie. To była moja decyzja by zostać samą. 

- Oj tak, było źle... Znajdziesz czas. Musiałam poświęcić dla Justina swoją edukację, ale trudno...
- A ojciec? - Zapytała Nina. - Ojciec Justina...Nie pomagał ci? 
- Nie... Zerwałam z nim kontakty jak się tylko dowiedziałam o ciąży. - Odpowiedziała Patricia. - Nigdy się nie dowiedział.
- Aha...I nigdy o nic nie pytał?
- No pytał... Znajdowałam wymówki za każdym razem. - Williamson uśmiechnęła się szeroko.
- Zawsze byłaś dobrym kłamcą. - Roześmiała się blondynka.
- Nie nadawał się na ojca. Był bad boyem. Z takimi to tylko do kryminału. - Zażartowała Patricia.
- Wiesz...nasz bad boy poszedł na studia i teraz jest nauczycielem jeśli wiesz o kim mówię. 
- Udam że nie słyszałam Nino... Ten człowiek to zamknięty rozdział. - Wyjaśniła Patricia. Nie interesowało jej co robi jej były? Oczywiście że nie! Myślała o nim zawsze...
Nagle do domu wpadła grupka dzieci. Zrobiło się głośno.
- Przepraszam cię. - Westchnęła Nina. - Muszę się wziąć do pracy.
- Już lecę. Narazie. - Wstała i przytuliła przyjaciółkę. - Twój numer jest aktualny?
Dziewczyna skinęła głową.
- Dzwoń kiedy chcesz.
Patricia uśmiechnęła się i opuściła dom Anubisa. W ogrodzie bawił się Justin. Dziewczyna wzięła go za rączkę i poszli w kierunku domu. Dobrze jej zrobiło to, że odwiedziła dom Anubisa. Teraz czuła że wszystko się ułoży. Tylko, że wychowawca Justina jest jego ojcem... Po za tym wszystko świetnie! Myślała o tym wszystkim ,starając ułożyć to sobie w głowię. Blondynek rozglądał się dookoła ,oglądając wystawy sklepów ,które mijali.  Nagle stanął i puścić rękę swojej mamy. Patricia spojrzała na niego ,nie wiedząc o co chodzi. Chłopiec pobiegł do sklepu.
- Justin! - Brunetka pobiegła za nim. Zobaczyła go w towarzystwie wysokiego blondyna ,który właśnie stał przy kasie. Mężczyzna kucnął przy chłopcu i uśmiechnął się do niego. Patricia czuła jak jej serce przyśpiesza bicie ,jakby zaraz miało wyskoczyć z jej piersi. Chciała uciekać puki jeszcze nie spojrzał w jej stronę. Dlaczego to się działo?Dlaczego właśnie on? ,pytała siebie. Patrzyła na niego w osłupieniu. Nie mogła się ruszyć. Jego oczy zaczęły się unosić ,kiedy Justin wskazał ją palcem. Już nie miała wątpliwości ,że to własnie on. Eddie.

CDN...

Alexis i Ola wariują! Haha ,c' nie ,wspólniczko? xD

Patricia Miller

Obserwatorzy